Co zrobić, aby czas nie pędził jak szalony

10.05.2018 |

Ostatnio usłyszałam stwierdzenie, że dzisiaj to czas już nie płynie tylko pędzi. Wywołało to u mnie wewnętrzny sprzeciw, bo bardzo się z tym nie zgadzam. Czas od wieków płynie w tym samym tempie. Nic się nie zmieniło. Minuta trwa 60 sekund, godzina 60 minut, doba 24 godziny i tak dalej. To my żyjemy inaczej – szybciej – i dlatego wydaje nam się (przynajmniej niektórym z nas), że codziennie toczymy walkę z czasem, który jak na złość gna jak szalony.
Na moich szkoleniach zawsze powtarzam, że czasu wszyscy mamy dokładnie tyle samo. Nie ma znaczenia czy jako przykład weźmiemy Królową Elżbietę, panią z warzywniaka, Beyoncé czy pana z gazowni. Każda z tych osób, Ty i ja mamy dokładnie tak samo długą dobę. Kwestia tylko tego, jak w ciągu tej samej doby organizujemy swoje zadania, sprawy.

Skąd wynika to uczucie uciekającego czasu?

Przede wszystkim stąd, że za dużo zobowiązań na siebie bierzemy. Pisząc ‘zobowiązania’ mam na myśli te zewnętrzne, które mamy do zrealizowania w stosunku do innych osób (rodziny, bliskich, znajomych czy współpracowników) oraz wewnętrzne czyli te, które mamy do zrealizowania sami przed sobą, bo coś sobie obiecaliśmy (np. uczyć się języka, biegać, spotykać się częściej z przyjaciółmi itd.).

Kolejnym powodem jest brak zarządzania sobą w czasie. Nie trzeba znać wszystkich technik i robić z tego tematu doktorat. Naprawdę bardzo dużo zmienić mogą dwie rzeczy: po pierwsze robienie planu – najlepiej miesiąca, tygodnia i dnia, ale jeśli będziesz robić chociaż plan samego dnia to już jest dobrze.

Po drugie – nadawanie zadaniom w planie priorytetów. Nie wszystkie zadania, które wykonujesz prowadzą Cię do celu. Nie wszystkie zadania musisz robić, poświęcać na nie swój czas i przede wszystkim nie wszystkie zadania są takimi zadaniami, które wykonywać należy perfekcyjnie aż do bólu. Zastanów się czy nie za długo np. odpisujesz na maile. Znam ludzi, którzy potrafią pisać jednego maila godzinę i wcale nie chodzi o to, że on jest tak długi jak rozdział książki. Często to są krótkie wiadomości, które obrabiane są stylistycznie, gramatycznie i wizualnie kilkanaście razy zanim nadawca kliknie przycisk „wyślij”. Oczywiście nie popieram niechlujnych maili jednak jestem za tym, aby nie popadać w skrajność, bo to tylko zwykły mail. Poświęcasz na niego godzinę, a jutro będzie on już historią, o której nikt nie będzie pamiętał. Mail jest tylko przykładem, ale w naszym życiu codziennym jest wiele takich sytuacji.

Następna rzecz to według mnie działanie na tak zwanym „autopilocie”. Co to oznacza? Zastanów się jak wyglądał twój ostatni poniedziałek, wtorek, środa i czwartek. Czy było coś w tych dniach, co odróżniało środę od poniedziałku lub czwartku? Zazwyczaj słyszę od ludzi, że dzień za dniem wygląda tak samo. Wstają rano, idą do pracy, po pracy dom, obowiązki, dzieci i spanie. Od czasu do czasu w weekendy coś innego się wydarza, ale generalnie żyjemy od piątku do piątku, od wypłaty do wypłaty, od wiosny i lata do wiosny i lata itd. Wszystko pomiędzy tymi punktami to zazwyczaj kalka. W taki sposób przegapiamy sporą część swojego życia.

No to jak wyskoczyć z tego pędzącego „kółka dla chomika”?

Przede wszystkim planuj. To nie jest prawda, że na planowanie szkoda czasu bo to tak, jakby jechać w nieznane miejsce bez mapy. I nie jest też prawdą, że wystarczy mieć plan w głowie i nie trzeba spisywać go na kartce. Codziennie od rana do wieczora w głowie mamy gonitwę myśli, nasz umysł musi przetworzyć miliony informacji – po co obciążać go dodatkowymi sprawami? Czytasz teraz ten wpis w przeglądarce internetowej. Zapewne masz otwartą jedną lub dwie, trzy zakładki. Wyobraź sobie, że teraz tych zakładek na raz otwartych jest sto. Każda zakładka to jakiś temat, sprawa. Coś ściągasz z sieci, coś przesyłasz. Jaki tego efekt? Po pierwsze komputer lub telefon „muli”, zawiesza się, a po drugie nie wiesz już co masz otwarte i zwyczajnie nad tym nie panujesz. O części zakładek pamiętasz, a część jest pewnie takich, które właściwie nie wiesz po co są otwarte. Czujesz chaos i zagubienie.

Gwarantuję Ci, że jeśli będziesz swoje zobowiązania, sprawy zrzucał na kartkę papieru i na bieżąco decydował co z nimi dalej zrobić, to poczujesz ulgę i zadowolenie z siebie, a twoja efektywność osobista wzrośnie. Sprawdzaj co jest ważne, a co możesz odpuścić. Część rzeczy możesz delegować, a część zrobić od razu i całkiem o nich zapomnieć. Będą też zadania, które trzeba będzie rozplanować długoterminowo, ale pracując z tym wszystkim na kartce i z ołówkiem pozbędziesz się częściowo stresu związanego z gonitwą za własnym ogonem. Jestem też pewna, że będziesz zasypiać spokojnie i w momencie kiedy twoja głowa spocznie na poduszce nie będziesz przypominać sobie o milionie spraw bo będą już zrzucone z głowy. Tak to można wypoczywać!

Wprowadzaj drobne zmiany w swoim dniu, aby móc go coraz bardziej rozróżniać od pozostałych. Wyłącz autopilota i eksperymentuj z codziennymi nawykami. Możesz na przykład zmieniać trasę dojazdu do pracy i z pracy, zaczynać inaczej swój dzień lub nietypowo kończyć (np. pójść na spacer, do kina). Spróbuj wrócić do tego, co kiedyś było twoim hobby, wciągało cię i pozytywnie karmiło – zaplanuj chociaż jedną godzinę tygodniowo na to. Dobrze działa też robienie sobie od czasu do czasu dnia wolnego w środku tygodnia. Przerywasz koło.

Zwróć też uwagę na to, czy po zakończeniu jakiegoś projektu, zadania zatrzymujesz się i świętujesz ten koniec. Wiesz, nie chodzi o to, aby co chwilę otwierać szampana ale o to, aby usiąść, podsumować, wyciągnąć wnioski, zachwycić się i sobie pogratulować albo przysiąc poprawę. Niestety bardzo często rzucamy się od zadania do zadania nie robiąc bilansu. Mamy wtedy poczucie, że cały czas pracujemy. Skończymy jedno i od razu zaczynamy drugie nawet nie biorąc oddechu no bo kołowrotek kręcić się musi.

A jak wygląda twój czas po pracy? Zazwyczaj słyszę, że ludzie są tak zmęczeni i wypompowani z energii, że mają tylko siłę na klapnięcie na kanapie i wciśnięcie guzika na pilocie od telewizora. Straszne. Setki wieczorów zmarnowanych.. Czy wiesz, że zmęczenie to coś zupełnie innego od zastania energii w ciele? Wiesz jak to rozróżnić? Polecam proste doświadczenie. Idź wieczorem na szybki, energiczny 20 minutowy spacer. Jeśli wrócisz po nim do domu jeszcze bardziej zmęczony to znaczy, że faktycznie twoje ciało wymaga regeneracji (zadbaj o to). Często jednak zdarza się tak, że po takim spacerze jesteśmy jak nowonarodzeni i tryskamy energią. Mamy wtedy siłę, aby siedzieć jeszcze do północy i coś robić. Nie zachęcam oczywiście do siedzenia tak długo i pracowania po nocy. Bardziej zależy mi na tym, aby pokazać, że sami możemy zarządzać swoją energią i sprawiać, aby ona ciągle była na wysokim poziomie. To bardzo ważne, bo wtedy nam się więcej chce, mamy siłę, aby właśnie zamiast utknąć przed telewizorem iść potańczyć, pospacerować, spotkać się ze znajomymi czy poszaleć z dziećmi. Tak na marginesie – kortyzolu czyli hormonu stresu pozbyć się można skutecznie wypacając go więc im więcej ruchu tym mniej stresu! Samo dobro.

Ja osobiście polecam jeszcze zatrzymanie się od czasu do czasu na refleksję. Jesteś gdzieś na spacerze czy biegniesz przez galerię handlową to zatrzymaj się myślami na chwilę i spróbuj skupić swoją uwagę na tym, co dzieje się dookoła. Słyszysz jakieś dźwięki? Jakie one są? Może jakiś zapach? Co ludzie obok Ciebie robią? Czy siatka, którą trzymasz w dłoni jest chłodna, śliska? Podejdź na stoisko spożywcze i kup tabliczkę czekolady. Taką jakiej jeszcze nie jadłeś lub jadłeś ale dawno. Może być gorzka, mleczna, nadziewana. Ważne, aby była taka, jakiej zazwyczaj nie jadasz. Rozpakuj, odłam kawałek i przyjrzy się mu uważnie. Zobacz czy powierzchnia jest matowa, błyszcząca, czy ma jakieś rysy a może jest gładka? Włóż ten kawałek do ust ale nie zjadaj. Niech rozpuszcza się powoli w twoich ustach. Spróbuj skupiać się na tym, co czujesz. Jaki ma smak? Rozpływa się szybko czy bardzo powoli? Kiedy już całkowicie się rozpuści, przełknij bardzo powoli, aby delikatnie spłynęła po gardle.
Przypomnij sobie teraz jak zazwyczaj zjadasz czekoladę. O zobaczenie tej różnicy właśnie mi chodziło.
Możesz pochłaniać wszystko w szybkim tempie i bezmyślnie gdzieś tam w biegu, ale zobacz co tracisz.
Na zakończenie jeszcze jeden eksperyment dotyczący tego, że pęd czasu jest mitem. Przypomnij sobie swoje wakacje, urlop kiedy dzień spędzałeś tylko na odpoczynku i przyjemnościach. Czy wtedy czas płynął Ci tak samo „szybko” jak w normalne dni w roku? A może doświadczyłeś tak jak ja kiedyś pobytu na wsi, ale takiej z prawdziwego zdarzenia, oddalonej bardzo od dużego miasta. Mi wystarczył jeden dzień aby zauważyć, że tam nikt nie biegał w panice, ludzie spokojnie wykonywali swoje obowiązki i mieli jeszcze czas, aby wieczorem usiąść przed domem i popatrzeć na zachód słońca z wnukami. Chcę Ci tym obrazem pokazać, że tempo naszego życia zależy tylko i wyłącznie od nas samych, od naszego podejścia. Nie szukaj winy w tym, że może Ziemia szybciej krąży wokół Słońca lub inni narzucają ci tempo. To twój kołowrotek.

Tylko ty decydujesz o tym, czy od czasu do czasu z niego schodzisz, oliwisz, regenerujesz.

Jeśli uważasz, że ten wpis jest wartościowy to zostaw komentarz lub podziel się nim ze znajomymi.

0 komentarzy

Priorytety – wyższy level planowania

Jeśli chcesz zrobić u siebie porządek w zadaniach to napisz do mnie. Wyślę Ci matrycę, którą będziesz mógł nimi uzupełnić, a potem przeanalizować wynik. Jakikolwiek on będzie polecam Ci w ciemno te kroki: 1. Od razu zajmij się zadaniami z ćwiartki „pilne i ważne”....

Jak wziąć życie w swoje ręce (bez żadnego pitu pitu)

Bardzo mocno wierzę w to, że jesteśmy panami swojego losu. To dla mnie oznacza, że mamy wpływ na to, co nam się przytrafia a w efekcie jak wygląda nasze życie. To, że dziś jesteś w miejscu, w którym jesteś jest skutkiem Twoich decyzji, a więc jeśli masz prawie...

Jak pojechać na urlop i naprawdę wypocząć

Za nami już prawie połowa wakacji. Być może byłeś już na urlopie ale jeśli zaplanowałeś go na sierpień lub wrzesień to ten wpis jest dla Ciebie. Czy wiesz co zrobić, aby czas urlopu dobrze wykorzystać? Jak go spędzić, aby faktycznie poczuć, że się wypoczęło,...

Copyright 2015-2018 Małgorzata Gabryś