Cześć z Was wie, że pierwsze swoje szkolenia prowadziłam głównie z zarządzania sobą i zespołem w czasie. Czułam się bardzo dobrze z tym tematem bo uważam, że faktycznie dobrze zawsze ogarniałam siebie, swoje projekty (te życiowe i zawodowe) oraz wspierałam w tym innych.

Mam wrażenie, że są na tym świecie ludzie, którzy od zawsze potrafili ogarniać. Którzy nie musieli iść na szkolenie, aby uczyć się matrycy Eisenhowera czy metody ALPEN i czuję, że jestem jedną z takich osób. Dlatego też mogę wrócić do “początku świata” i sprawdzić co wtedy miałam w głowie i co sprawiało, że bez książkowej i szkoleniowej wiedzy byłam efektywna.

#przepływ

W pierwszej kolejności napiszę: bo mi zależało na tym, aby “rzeczy się działy”. Źle się czułam kiedy coś zalegało, bo to po prostu zabierało moją energię. Sprawy, zadania, problemy rozwiązywałam i załatwiałam na cito.

#bigpicture

Bo miałam (w drugiej kolejności ale równie ważny) cel. To był cel “wyższy”. Miałam wizję siebie z przyszłości, wiedziałam gdzie idę i co muszę zrobić, aby tam dojść. Bardzo mnie kręciło samo planowanie tej drogi, ale też wizja siebie kiedy cel zostanie osiągnięty. Rozumiałam już wtedy tą metaforę podróży po górach – cel to szczyt, ale kiedy na niego wchodzisz to widzisz kolejne. Rozumiałam, że idę przez życie “odcinkami” a ten szczyt z celem to po prostu punkt, w którym podejmuję decyzję o dalszej eskapadzie a właściwie o jej kierunku – bo wybór jest ogromny. 

#fokus

Wtedy (jestem rocznik ‘84) łatwiej było utrzymać skupienie na celu. Nie było aż tak wielu rozpraszaczy i złodziei czasu. Dziś tak wrosły w naszą codzienność, że nie traktujemy ich jak coś, czym trzeba zarządzać, ale jak po prostu część tej codzienności. Mam tutaj głównie na myśli media społecznościowe ale nie są one jedynym złodziejem. 

Zauważyłam, że kiedy już obierze się swoją drogę i swój cel… to tak jakby ktoś wcisnął też guzik z całą masą spraw, sytuacji, innych osób, które nagle zaczną rozpraszać Twoją uwagę. Nawet często sama śmiałam się do przyjaciółki, że jak nic się nie dzieje to naprawdę totalnie nic się nie dzieje ale kiedy zaczyna się dziać to – wszystko. Warto mieć tego świadomość i starać się utrzymać skupienie. Przede wszystkim też nauczyć się (na własnym przypadku) co nas odciąga i czemu (często bezmyślnie) mówimy “tak”, a nie powinnyśmy.

Ja na przykład bardzo łatwo wciągałam się w dodatkowe projekty. Zazwyczaj wydawały mi się szybką piłką, czymś ciekawym w czym chciałabym wziąć udział albo łatwym zarobkiem. Przenosząc uwagę na te projekty traciłam z oczu swój, a to skutkowało po prostu tym, że czyjeś marzenia, pomysły i plany rosły szybciej i rozkwitały a moje cały czas były w fazie zastoju a czasem nawet powolnej śmierci.

Tak więc brzmi moja recepta na skuteczne realizowanie swoich projektów: wyznacz kierunek, konkretne kroki, załóż klapki na oczy jak to robi się koniom (tak! ta metafora może mieć pozytywne przesłanie) i idź uparcie naprzód.

A jeśli potrzebujesz narzędzia, które wesprze Cię w odkrywaniu złodziei czasu to zajrzyj do wpisu o dzienniku pokładowym.

Zapisz się na newsletter i odbierz „Prostą strategię dla małego biznesu, która pomoże mu wzrastać”

.
  • karty do pracy z osobistymi granicami

    Karty do pracy z osobistymi granicami (nowa edycja)

    150,00 
  • Robię biznes bez spiny plakat motywacyjny

    Robię biznes bez spiny – plakat motywacyjny a4

    19,50 
  • Centrum Powodzenia plakat motywacyjny na biurko

    Centrum Powodzenia – plakat motywacyjny a4

    19,50