Jak wziąć życie w swoje ręce (bez żadnego pitu pitu)

19.11.2018 |

Bardzo mocno wierzę w to, że jesteśmy panami swojego losu. To dla mnie oznacza, że mamy wpływ na to, co nam się przytrafia a w efekcie jak wygląda nasze życie. To, że dziś jesteś w miejscu, w którym jesteś jest skutkiem Twoich decyzji, a więc jeśli masz prawie czterdzieści lat i nadal nie wiesz co jest sensem Twojego życia, nie cieszy Cię praca albo Twoja sytuacja rodzinna, to niestety jest to efekt Twoich działań (lub ich braku). Dopóki nie weźmiesz za to odpowiedzialności – nic się nie zmieni.

Moją intencją w tym wpisie jest pokazać Ci czym różni się podejście do życia osoby, która jest proaktywna od podejścia osoby reaktywnej.
Chcę pokazać Ci, że „masz tę moc” jak śpiewa Elsa z Krainy Lodu i pierwszym Twoim krokiem będzie po prostu uświadomienie sobie tego faktu.

O co więc chodzi z proaktywnością?

Pisze o niej wspaniale Stephen Covey w swojej książce „7 nawyków skutecznego działania” i właśnie ją wymienia jako pierwszy i podstawowy nawyk ludzi sukcesu. Sukcesu rozumianego szeroko – nie tylko w kontekście biznesowym, bo sukcesem może być również udane życie rodzinne, rozwój twórczości czy prowadzenie ekologicznego gospodarstwa w Bieszczadach.

Covey proaktywność pokazuje jako coś więcej niż bycie osobą, która przejmuje inicjatywę, podejmuje działania, myśli „na przyszłość” w znaczeniu prewencyjnym, bo tak zazwyczaj w pierwszej kolejności jest rozumiana. Proaktywność u Coveya jest rozpatrywana głębiej, bo jako świadome branie odpowiedzialności za emocje, decyzje czy reakcje na różnego rodzaju bodźce zewnętrzne. Pomiędzy bodźcem a reakcją jest przestrzeń, którą możemy wykorzystać do podjęcia świadomej decyzji o tym, jaka ta reakcja będzie. To oznacza, że mamy wybór, którego możemy dokonać świadomie pracując nad tym, aby nie był on automatyczny, mechaniczny, bezmyślny.

Dla przykładu przytoczę sytuację, która miała miejsce zupełnie nie tak dawno. Zaplanowaliśmy z paczką znajomych wspólne wyjście na kolację i tańce. Nie zdarza nam się często wychodzić w takim składzie. Zazwyczaj (aż wstyd się przyznać i to w dodatku publicznie) jest to raz, góra dwa razy w roku. Bardzo cieszyliśmy się na to wyjście tym bardziej, że w jednej z naszych ulubionych restauracji miała zaplanowany występ kapela, przy której bardzo lubimy się bawić. Mój mąż zarezerwował stolik a ja zorganizowałam opiekę dla naszych córek. Pozostało tylko rozgrzewać nogi do tańca i odliczać czas. Niestety, 4 dni przed planowanym wyjściem moja przyjaciółka zadzwoniła i powiedziała mi, że źle się czuje i niestety razem z mężem nie dołączą do nas w sobotę.

Jak myślisz? Jaka była moja reakcja na tą sytuację?

Mogłam się zezłościć i zarzucić fochem, no bo w końcu udało nam się zgrać terminy, wszystko załatwione i coraz bardziej nie mogłam się doczekać a tu taka informacja. Mogłam też zacząć bagatelizować jej stan i wywierać na nią wpływ, aby jednak (zapewne wbrew sobie) poszła. Wybrałam jednak trzecią opcję i okazałam jej troskę. Upewniłam się, że to, co się u niej dzieje jest pod kontrolą lekarską a jak się w trakcie rozmowy okazało – to była poważna sprawa związana z sercem. Poprosiłam ją o to, aby na bieżąco dawała mi znać o swoim stanie zdrowia i zapewniłam, że ma się nie martwić, bo na pewno będzie jeszcze nie jedna okazja do wspólnego wyjścia. Nie rwałam włosów z głowy ani nie pomstowałam. Nie czułam też ani krzty żalu, rozczarowania czy zawodu. Spędziliśmy wtedy z mężem spokojny i romantyczny wieczór we własnym domu.

To Ty decydujesz o tym, jaka będzie Twoja reakcja.

Właśnie tą możliwością różnimy się od zwierząt. Kiedy jastrząb jest głodny wyrusza na polowanie. Nie zastanawia się nad tym, czy to odpowiednia pora dnia albo pogoda. Kiedy zauważy swoją ofiarę atakuje momentalnie. Jest akcja i natychmiastowa reakcja. U ludzi jest zupełnie inaczej … a przynajmniej mamy taką możliwość, umiejętność (która nie zawsze jest wykorzystywana).

Być może czytając pierwsze zdania tego wpisu poczułeś bunt na stwierdzenie, że mamy wpływ na to, co nam się przytrafia. Myślę, że niefortunnie ujęłam to stwierdzenie „się przytrafia” bo nic samo z siebie się nie dzieje i zawsze każda sytuacja jest po prostu efektem, skutkiem wcześniej zaistniałej przyczyny. Być może gdybyś stanął teraz obok mnie powiedziałbyś mi, że się ze mną nie zgadzasz i jak masz się nie frustrować skoro twój szef to idiota albo nie od Ciebie zależy to, że jest brzydka pogoda i czujesz się źle. Niestety taka postawa jest domeną ludzi reaktywnych. Ulegają oni wpływom otoczenia i pozwalają na to, aby zewnętrzne warunki decydowały o tym, jak się czują, co robią.

Nie będę ukrywać, że mi też było kiedyś ciężko wyćwiczyć w tym zakresie postawę osoby proaktywnej. Właściwie to z tym było mi najtrudniej. Trwało to mniej więcej rok, ale mogę powiedzieć szczerze, że jestem z siebie dumna. Cały czas w sercu nosiłam słowa Eleonory Roosevelt, które w swojej książce też cytuje Covey:

„Nikt nie może cię zranić bez twojej zgody”.

Dziś moja reakcja na takie sytuacje polega tylko na uniesieniu brwi. Po prostu nie pozwalam na to, aby czyjaś opinia, gorsze samopoczucie i być może też trudny i stresujący okres w życiu miały wpływ na to, jak ja się czuję i postrzegam. Zdecydowałam, że jeśli coś takiego się dzieje to zostaje po stronie nadawcy. Po prostu nie pozwalam na to, aby jego słowa mnie dotknęły, zraniły. Kiedyś usłyszałam stwierdzenie, które może być wspierającą metaforą w takich sytuacjach: „Jeśli ktoś chce podarować Ci prezent i Ty go nie przyjmiesz to do kogo on należy?”.

Proaktywność to też odpowiednie nastawienie, które ma szczególne znaczenie w kontekście rozwiązywania problemów czy realizacji życiowych celów.

Odpowiednie czyli jakie?

No właśnie… Idealnym przykładem tutaj jest sytuacja z moich szkoleń (właśnie z rozwiązywania problemów) podczas których uczestnicy plątani są sznurkami. Ale spokojnie! Nikomu nie dzieje się krzywda 😉

Uczestnicy dobierają się w pary a na nadgarstki mają założone w specyficzny sposób sznurki, z których mają się wyplątać zgodnie z kilkoma zasadami podanymi przeze mnie. Nie sugeruję, czy to jest wykonalne czy też nie. Po prostu mają do zrobienia zadanie i odpowiedni na to czas. Niekiedy zdarza się, że ledwie skończę tłumaczyć zasady, nikt nie zdążył wykonać nawet próby a z sali słychać głos: „nie da się!”. Większość osób jednak podejmuje wyzwanie i próbuje się rozplątać. Zawsze mniej więcej w połowie czasu na to ćwiczenie jedna para się rozplątuje, co na sali wzbudza różne emocje. Jedni się frustrują (bo im nie wychodzi) a inni dostają tak zwanego motywacyjnego kopa (bo jednak się da i ktoś to udowodnił).

I  w proaktywności właśnie chodzi też o to nastawienie „da się!” chociaż tak naprawdę często nie mamy pojęcia w jaki sposób. Nie wiemy jak, jaka jest droga ale wierzymy, wiemy, że rozwiązanie jest możliwe.

Świetnym przykładem na „da się!” może być moja przygoda z jedną z firm kurierskich. W firmie szkoleniowej, z którą współpracuję przestała działać wtyczka na sklepie online odpowiedzialna za możliwość wysyłania przesyłek właśnie za pośrednictwem wspomnianej firmy kurierskiej (nie chcę wskazywać nazwy). Kolega odpowiedzialny za dział IT zrobił wszystko co trzeba było, ale ponieważ wyjeżdżał na urlop poprosił mnie o przysługę. Do uruchomienia wtyczki i jej prawidłowego działania zostało nam pozyskać pewien klucz, który dedykowany był naszej domenie sklepowej. Miałam napisać maila pod wskazany adres i poprosić o ten klucz. Pestka! Piszę setki maili tygodniowo! Kolega więc poleciał na urlop na drugą półkulę Ziemi a ja napisałam maila. Potem dwa i jeszcze dwa. Cisza. Ok, stwierdziłam, że może moje maile trafiają w jakąś czarną dziurę Internetu i zaczęłam szukać innej drogi dotarcia ze swoją prośbą. Wskoczyłam więc na Facebook i poprzez Messengera zgłosiłam raz jeszcze prośbę o wydanie klucza zaznaczając jednocześnie, że podobna prośba została wielokrotnie wysłana już na maila i pozostała bez odpowiedzi. Pomiędzy dyskusjami z automatycznym botem udało mi się dotrzeć do żywego człowieka, który zapewnił mnie o tym, że sprawa jest w toku i że wróci do mnie szybko z informacją zwrotną. Uspokoiłam się więc bo poczułam się zaopiekowana ale kiedy to „szybko” zaczęło trwać kolejne cztery dni to postanowiłam uderzyć w ostatnią deskę ratunku (i oczywiście bardziej tradycyjną) czyli infolinię. Niestety infolinia też nie udźwignęła tematu, ponieważ dostałam informację, że muszę pisać maile do skutku. Nikt nie jest w stanie połączyć mnie ani z działem odpowiedzialnym za te klucze ani też udzielić mi jakiejkolwiek informacji na temat tego, czy moja prośba w ogóle dotarła i jest rozpatrywana. Byłam zaskoczona ale stwierdziłam, że się nie poddam.

Zrozumiałam, że jest to moment kiedy trzeba wyjść z myśleniem „poza pudełko” i wpaść na pomysł, które zapewni mi rozwiązanie tego problemu.

Tym bardziej, że byliśmy w firmie przed premierą kolejnego produktu szkoleniowego a większość przesyłek realizowana jest nie za pomocą poczty tradycyjnej tylko właśnie poprzez tą firmę kurierską. Czułam się jak Dawid przy Goliacie ale wierzyłam, że sobie poradzę. Mam duże doświadczenie i obycie w środowisku social media. W związku z tym mam też świadomość, że marki boją się kryzysów w social media, które wpływają na ich postrzeganie, dobre imię, opinię społeczną. Ponieważ w dzisiejszych czasach każdy może odznaczyć profil publiczny firmy i wyrazić na jej temat swoje zdanie to firmy zatrudniają sztaby ludzi, aby takie opinie wychwytywali o każdej porze dnia i nocy i na nie reagowali. Ponieważ sprawa toczy się na „oczach świata” to zazwyczaj jest załatwiana od ręki gdyż wizerunek marki ucierpieć nie może. To zagrożenie dla firmy kurierskiej wykorzystałam więc jako szansę dla siebie. Przygotowałam krótki ale rzetelny post na Facebooku, w którym opisałam sytuację zgodnie z faktami i wyraziłam swoje rozczarowanie jako klientka. W ciągu kilku minut dostałam komentarz  z zapewnieniem, że klucz dotrze na mojego mejla w ciągu kilku godzin i faktycznie tak się stało.

Oczywiście mogłam zostawić ten temat i powiedzieć, że nie da się tego klucza pozyskać. Mogłam psioczyć i biadolić nad niesprawiedliwością świata i beznadziejną obsługą klienta w firmie kurierskiej tylko co by mi to dało?

Pewnie nic poza tym, że straciłabym energię, czas i pewnie dobry humor. I właśnie takie nastawienie chcę Ci pokazać. Być może stwierdzisz, że nie chce Ci się tak szarpać, zabiegać, dociekać, kombinować. Ok, to jest twoje jednak ja do końca życia będę trąbić, że warto. Warto i się opłaca. Uczucie, świadomość tego, że to Ty panujesz nad sytuacją a nie sytuacja nad tobą jest bardzo wzmacniające. Im więcej takich sytuacji doświadczasz tym jesteś coraz skuteczniejszy w życiu. Masz realny wpływ na jego kształt, tok.

Chcę od razu zaznaczyć, że nastawienie „da się!” nie jest amerykańskim „jestem zwycięzcą!”. Nie, tu nie chodzi o to, że da się wszystko bo jeśli mam amputowane dwie nogi to nigdy nie będę baletnicą. Jeśli mam posturę Marcina Gortata to nigdy nie będę dżokejem. Oczywiście istnieją protezy i tańczyć zawsze można a Marcinowi gdyby odciąć coś tam i ówdzie to pewnie jakoś na tym koniu by ogarnął temat ale to nie o to chodzi.

Tutaj idę w kierunku efektu samospełniającej się przepowiedni czyli po prostu tego jak działa nasz umysł
i chociaż nazwa „samospełniająca się przepowiednia” brzmi co najmniej jak z książek o Harrym Potterze to pochodzi z psychologii.

Aby zrozumieć czym ta samospełniająca przepowiednia jest wyobraź sobie, że właśnie dowiedziałeś się, że jutro idziesz na rozmowę o pracę. Zaprosiła Cię firma, w której bardzo chcesz pracować a stanowisko, na które aplikowałeś jest tym wymarzonym. Poobserwujmy wspólnie możliwy scenariusz: odkładasz słuchawkę i po dwóch minutach euforii zaczynasz mieć obawy. Twoje myśli wyglądają mniej więcej tak: „Nie nadaję się”, „Pewnie i tak mnie nie zatrudnią”, „Są ode mnie lepsi kandydaci”, „Mam nadzieję, że jutro na rozmowie się nie zbłaźnię”. Za tymi myślami idą emocje takie jak lęk czy niepewność, które wpływają na twoje zachowanie. Zaczynasz się garbić, drżeć, masz cichy głos, przestraszoną minę i być może jeszcze do tego się jąkasz albo nie potrafisz sklecić sensownego zdania. Stan ten utrzymuje się do rozmowy o pracę i faktycznie prezentujesz się na niej średnio co skutkuje brakiem zatrudnienia. Fakt ten wpływa na twoje samopoczucie jeszcze bardziej, oskarżasz się o to, że jesteś beznadziejny i podświadomie potwierdzasz sobie swoje niezdrowe przekonania o sobie i „rację” odnośnie swoich przewidywań dotyczących efektu rozmowy o pracę. „Przecież wiedziałem, że tak będzie!”.

Jest to mechanizm, który działa następująco: masz pewnie przekonanie („Nie jestem dość dobry”), za którym idą myśli („Nie nadaję się”, „Pewnie i tak mnie nie zatrudnią” itd.) a one wpływają na Twoje emocje (lęk) co automatycznie przekłada się na zachowanie, postawę (wyraz twarzy, ton głosu, mowa ciała). Skoro jest to mechanizm i wiesz teraz jak on działa to wyobraź sobie, że możesz go wykorzystać tak, aby Cię nie sabotował tylko wspierał. Jeśli zadbasz o to, aby w podobnych sytuacjach lub w ogóle w jakichkolwiek sytuacjach w swoim życiu mieć dobre, pozytywne, zdrowe, wspierające myśli to przełożą się one na takie same emocje, które będą Cię napędzać i będzie to widać po twoim zachowaniu. Jeśli w związku z wspomnianą rozmową o pracę zaczniesz karmić się myślami typu: „Dam radę”, „Zasługuję na tą pracę”, „Jestem odpowiedni na to stanowisko”, „Pokażę się ze swojej najlepszej strony” to twoje emocje (być może duma, zadowolenie z siebie, pewność siebie, radość, ciekawość) wyrażą się poprzez twoją postawę podczas rozmowy kwalifikacyjnej, na której na pewno będziesz uśmiechnięty, wyprostowany i konkretny.

Oczywiście w życiu nie jest tak, że na wszystko i w stu procentach mamy wpływ nawet jeśli jesteśmy najbardziej proaktywną osobą na świecie.

Są rzeczy, sytuacje, sprawy na które zupełnie nie mamy wpływu. Są też takie, na które mamy wpływ ale pośredni no i oczywiście też te, gdzie nasz wpływ jest największy czyli bezpośredni.

I na tym ostatnim obszarze należy skupiać się najmocniej bo rozwiązanie, rezultat, efekt zależy tutaj tylko
i wyłącznie od twojego działania. Jeśli chcę pojechać na wakacje życia to sprawdzam jaki muszę mieć budżet, w jaki sposób i kiedy tam się dostanę. Następnie odkładam pieniądze, rezerwuję hotel, lot i pakuję walizkę. Jeśli chcę lepiej ogarniać życie, siebie to szukam na ten temat odpowiednich książek, miejsc w interencie, szkoleń czy podejmuję współpracę z coachem (jestem do twojej dyspozycji). Uczę się i jestem konsekwentny we wdrażaniu zmian bo tylko ode mnie zależy czy ta zmiana dojdzie do skutku. To ja jestem za nią odpowiedzialny od samego początku do samego końca. Motywacja w tym obszarze zależy tylko i wyłącznie ode mnie i najlepiej jeśli jest motywacją wewnętrzną. To oznacza, że płynie z moich wartości, potrzeb, marzeń, pragnień i nie jest uzależniona od czynników zewnętrznych (np. czyjejś opinii).

Są też obszary, na które mamy wpływ ale pośredni. To oznacza, że efekt, rezultat, który chcemy osiągnąć zależy od działań innych osób. W tym obszarze nasza skuteczność i proaktywność będzie się objawiać w umiejętności wpływu na nasze otoczenie. Jeśli więc chcę, aby w moim domu panował porządek, o który dbać będą wszyscy domownicy to organizuję “domowe zebranie”, na którym przedstawiam listę obowiązków, tłumaczę wartość równego podziału na wszystkie osoby zamiast na jedną (np. więcej czasu na wspólne wyjścia, gry i zabawy) a następnie razem ustalamy kto za co odpowiada. Aby być osobą skuteczną w tym obszarze warto ćwiczyć takie umiejętności jak komunikacja, negocjacje, budowanie relacji.

Ostatnim obszarem jest ten, w którym wpływu nie mamy. Powinien być to najmniejszy obszar i zawierać takie rzeczy jak pogoda czy przeszłość. Pogoda jest jaka jest. Nie należy jej oceniać i krytykować. Po prostu jest. To samo dotyczy przeszłości. Ona minęła i nie ma żadnego sensu do niej wracać po to, aby ją zmienić bo nie jest to możliwe i nigdy nie będzie.

Z przeszłości po prostu wyciągnij lekcje i skup się na tym, co jest tu i teraz, aby Twoja przyszłość była taka, o jakiej marzysz.

Możemy też doświadczyć braku wpływu w takich codziennych sytuacjach jak kolejka na poczcie czy oblodzone drogi. . Nie oceniaj tej sytuacji. Ona nie jest ani dobra ani zła. Nie trać energii na wkurzanie się bo od tego w magiczny sposób rzeczywistość się nie zmieni. Po prostu zaakceptuj fakt, że jest jak jest.

Magią jest akceptacja.

Zamiast nakręcać w sobie emocje, które cię wspierać nie będą zastanów się jak kreatywnie, konstruktywnie możesz wykorzystać czas przymusowego stania w kolejce. Ja najczęściej je wykorzystuję do ogarniania kont w social mediach (np. prowadzę grupę na FB Kobiety Ogarnięte oraz Managerowie z głową –  networking woj. małopolskie), odpisywania na wiadomości lub po prostu obserwowania ludzi.

Chcę zainspirować Cię do tego, abyś odkrył, że wszystko zaczyna się w głowie. To poprzez nasze nastawienie („da się!” lub „nie da się …”) kształtujemy naszą rzeczywistość a skupiając energię na obszarach, na które mamy wpływ doświadczamy swojej sprawczości i pozytywnej energii, która inspiruje do działania.

To nie okoliczności Cię stwarzają tylko ty stwarzasz okoliczności.

Zachęcam Cię więc gorąco do przejęcia natychmiastowej kontroli nad swoim życiem. Ustal sobie cel i dąż do jego realizacji lub złóż sobie obietnicę i dotrzymaj sobie słowa. Tu i teraz postanów, że przejmujesz władzę nad tym, co dzieje się z Tobą. Obierz kierunek i działaj! A jeśli nie wiesz jak to zrobić, od czego zacząć to napisz do mnie.

0 komentarzy

Masz talenty i powiem Ci skąd o tym wiem

Znasz swoje talenty? Ja swoje poznałam całkiem niedawno i zmieniło to moje życie diametralnie. Przede wszystkim dlatego, że nigdy wcześniej nie potrafiłam odpowiedzieć szczerze sobie czy innym osobom na pytanie w czym jestem najlepsza. Oczywiście wymieniałam za każdym...

Jak zorganizować event i nie zwariować

W swoim życiu robiłam już wiele. Eventy to była działka, która wychodziła mi bardzo dobrze bo po prostu jestem zorganizowana i potrafię ogarniać duże projekty. Pierwszym eventem, z realizacją którego się zmierzyłam było wydarzenie otwarte na ponad 800 osób. Gościłam...

Ty masz telefon czy telefon ma Ciebie?

Zainspirowana uczestnikami swoich szkoleń postanowiłam w listopadzie stworzyć na facebooku dwutygodniowe wyzwanie, podczas którego uświadamiałam swoim fanom jak bardzo uzależnieni jesteśmy od smartfonów i jak one podstępnie kradną czas oddalając nas od naszych celów i...

Copyright 2015-2018 Małgorzata Gabryś