W ostatnim czasie w moim życiu wydarzyło się kilka drobnych rzeczy, które spowodowały, że od wczoraj nie mogę przestać myśleć o moim wstydzie
i jednocześnie też o tym, że chcę o nim opowiedzieć. Dopiero wczoraj tak naprawdę, głęboko zrozumiałam jak bardzo właśnie wstyd sabotuje nas przed rozwojem, sięganiem po swoje cele i marzenia. Wstyd powoduje, że się kurczymy. Skurczamy.
I zostajemy w tym skurczu, sztywniejemy i coraz mniej jesteśmy sobą. No bo jak być sobą kiedy ścisnęliśmy się do wielkości walizki kwalifikującej się na bagaż podręczny?

Kocham swobodę. To dla mnie najważniejsza wartość w życiu a jednak dałam się w pewnym aspekcie ścisnąć, wygłuszyć. Bardzo zależy mi na autentyczności, szczerości i sama tego wypatruję u innych osób. To właśnie na tej podstawie podejmuję decyzje czy z kimś będę współpracować czy nie… Jednocześnie sama zamknęłam oficjalnie coś, co znane było innym tylko w bezpośrednim i bliższym kontakcie. Chcę to rozbroić i wypuścić na zewnątrz. Być może też tak masz i mam nadzieję, że mój wpis zachęci Cię do refleksji i zmian.

Nie jestem ekspertką od wstydu ale doświadczałam go i doświadczam do tej pory jak każdy inny człowiek na tym świecie. A więc co takiego się wydarzyło? Jakieś dwa tygodnie temu udzielałam wywiadu dla Miasta Kobiet, który ukaże się w drugiej połowie czerwca. Padło w nim pytanie o to, jakie są ciemne strony branży, w której działam, pracuję. Oto, co napisałam:

Odniosę się bezpośrednio do coachingu, bo tutaj musiałam pokonać dwa wyzwania. Zarówno przed pójściem do szkoły coachingu jak i po jej ukończeniu wyzwaniem było dla mnie nazwanie siebie coachem. Widziałam co się dzieje na rynku i jak coaching jest wyszydzany a ja nie chciałam być wyszydzana. Czułam zażenowanie, że to szydzenie jest niesłuszne i wynika z ludzkiej niewiedzy, niezrozumienia bo coaching nie polega na tym, że każesz komuś krzyczeć: “Jesteś zwycięzcą”. Zresztą strasznie mi przykro, że tego chłopaka wyśmiała cała Polska. Coaching to też nie mowy motywacyjne. Przykro mi, że powstają takie grupy jak “Zdelegalizować coaching” ale jednocześnie też rozumiem, że ten skutek istnieje bo istnieje jakaś przyczyna w postaci “samozwańczych kołczów”, coachów którzy nie działają etycznie ale też ludzi, klientów, którzy nie rozumieją na czym polega praca z coachem i … nie chcą zrozumieć. Po czasie jednak zdałam sobie sprawę z tego, że każda branża ma swoje cienie i blaski, każdy zawód związany jest zarówno z uznaniem jak i brakiem szacunku. Wystarczy się rozejrzeć: lekarze ratują z jednej strony życie a z drugiej (w opinii ludzi) są skorumpowani; artyści tworzą piękne rzeczy i są wrażliwi ale mówi się też, że są leniwi, przewrażliwieni, zdziwaczali, piją i ćpią etc. Kiedyś o fryzjerach mówiono, że to zawód dla nieuków bo kończy się zawodówkę, a co czujecie kiedy patrzycie na wspaniałych stylistów, których coraz więcej na naszym rynku? I tak dalej i tak dalej…. (…)

Przez ten wstyd nie nazywałam siebie coachem. Mówiłam, że coaching to tylko jedno z wielu narzędzi, którymi się posługuję. Dopiero od niedawna otwarcie i z dumą mówię, że jestem coachem polskich zapracowanych #Girlboss, które chcą swój biznes prowadzić bez spiny i cieszyć się życiowym balansem w każdym jego obszarze. I wiesz co? Teraz mogę o tym nawet krzyczeć a jeszcze trzy miesiące temu nie przechodziło mi to przez gardło. Nawet nie wiesz jak głupio się czułam kiedy ktoś pytał czym się zajmuję a ja z zaskoczenia, wstydu nie potrafiłam sklecić sensownego zdania i krążyłam koło tematu coachingu jak niepewna, strachliwa wiewiórka. I wiesz co? Te momenty mnie wkurzały. Nie chciałam się tak czuć. Chciałam odpowiadać pewnie i z dumą. Z energią i światłem. Czułam na szczęście, że jakiś proces we mnie się rozpoczął i wypuszczę tego demona wstydu niebawem…

Drugim impulsem do ważnych rozmyślań była moja wczorajsza rozmowa z Magdą Białecką. Nagrywałyśmy podcast o tym, jak tworzyć autentyczne i skuteczne teksty, które są od serca i poruszają inne serca a jednocześnie zachęcają, zapraszają do budowania relacji, dokonania zakupu czy zapisu na listę mailingową. Ta rozmowa była tak wznosząca, inspirująca i poruszająca dla mnie, że cały czas jeszcze we mnie pracuje. Magda wspomniała wczoraj o wielu ważnych aspektach i szczególnie jedno przesłanie poruszyło coś we mnie. Mianowicie, że tekst żyje, ma energię i ma emocje… Że jeśli piszemy o tym, co nas cieszy, wzrusza, porusza, smuci, złości to jest to wtedy tak naprawdę autentyczne, prawdziwe, nie jest preparowane. I chodzi o to, że ja to wiedziałam ale… właśnie w pewnym aspekcie blokowałam. Nie chciałam pisać o wszystkim na blogu czy w social mediach. Wydawało mi się, że ta część, którą ukrywałam będzie wyglądała nieprofesjonalnie, sprawi, że ludzie ode mnie się odwrócą, wyśmieją. Miałam w sobie jakieś przekonanie, które utwierdzało mnie cały czas w tym, że nie jest to obszar, który nie nadaje się do biznesu. Jednocześnie – ot taki paradoks! – w ostatnich dwóch tygodniach zaczęły „rzucać mi się w oczy” osoby, które robią to, co ja, nie ukrywają tej jednej części i… odniosły ogromny sukces. Ludzie się od nich nie odwrócili a wręcz przychodzą tłumami. Tak więc zapragnęłam być pełnią, pokazywać całość bez względu na konsekwencje. Czy to ryzyko, zuchwałość, głupota, odwaga? Może tak. Nie wiem. Wiem, że tego potrzebuję, aby się nie kurczyć i nie sabotować bo widzę, że w mojej osobistej ekspansji był to największy hamulec. Zwalniam go więc. Nawet jeśli odejdziesz. Uszanuję to bo wiem, że każdy ma swoją świadomość, percepcję świata i ma prawo wybierać miejsca, które z nim rezonują.

O co mi więc właściwie chodzi? Do czego robię wprowadzenie?

Do podejścia, w którym uznaję, że aby skutecznie funkcjonować (również w biznesie) potrzebne jest postrzeganie dwuskładnikowe: materii i energii, serca i rozumu, emocji i rozsądku. Nie da się tylko skupiać i polegać na samym rozsądku, umyśle i materii. Nie da się też funkcjonować tylko z poziomu emocji, serca i energii. To połączenie tych obszarów daje najlepsze efekty. Wierzę też w prawo przyciągania i skutecznie stosuję je w swoim życiu od dziecka. I chcę o tym mówić. Chcę sobie pozwolić na to, aby o tym mówić. Do tej pory robiłam to nieoficjalnie. W kuluarach. Bałam się łatki niezrozumienia, braku profesjonalizmu i szarlatanki. I wiesz co mi pomogło w zmianie podejścia? Świadomość tego, że nie mam wpływu na to, co inni sobie na mnie projektują i że wszystko to, co projektują jest tylko i wyłącznie o nich, o ich lękach i przekonaniach. Nie o mnie. Ja to ja. I tak będzie od dzisiaj też tu. Będę tu pełna, cała. Dziękuję za to, że jesteś a ja jestem bo Ty jesteś. 

Mój demon uwolniony. 

PS.

W takiej wewnętrznej pracy bardzo pomaga samopoznanie. Piszę o tym w moim workbooku „Wszystko zaczyna się od poczucia własnej wartości”. Zawarłam w nim mnóstwo ćwiczeń coachingowych. Warto od niego zacząć. Polecam Ci go z całego serca.

  • Robię biznes bez spiny plakat motywacyjny

    Robię biznes bez spiny – plakat motywacyjny a4

    19,50 
  • Centrum Powodzenia plakat motywacyjny na biurko

    Centrum Powodzenia – plakat motywacyjny a4

    19,50 
  • Plakat motywacyjny Biznes Bez Spiny

    Zawsze i wszędzie wszystko mi sprzyja – plakat motywacyjny a4

    19,50