temat odcinka:

o wirtualnej asyście dla przedsiębiorców z Anią Cichańską

Odcinek z jednej strony o wsparciu przedsiębiorców w postaci wirtualnej asysty, a z drugiej o podejściu, w którym mocno wybrzmiewa: “Czasem mniej znaczy więcej”, “Nie każda współpraca daje satysfakcję” oraz o tym, że dojrzały przedsiębiorca zwraca uwagę na jakość pracy, a nie jej ilość i dzięki temu w automatyczny sposób wyskakuje z wyścigu szczurów.

Sezon 1, Odcinek 5    |    41:21

podcast-odcinek1-magdalena-seroka

gość odcinka

Ania Cichańska

Ania Cichańska swój biznes zaczęła od tworzenia tekstów i bycia wirtualną asystentką. Dzisiaj wspiera kobiece biznesy w strategiach komunikacji.

 

Miejsca, w których możesz znaleźć Anię:

Przeczytaj transkrypcję naszej rozmowy!

G: Cześć! W dzisiejszym odcinku goszczę Anię Cichańską. Początkowo copywriterka, teraz wirtualna asystentka, a niebawem sami się przekonacie jakie zmiany szykują się w jej biznesie. Na co dzień wspiera mikroprzedsiębiorców w budowaniu ich biznesów online, nie tylko
w obszarze technicznym, ale też strategicznym. W swojej pracy lubi się otaczać pozytywnymi ludźmi, z którymi łączą ją podobne wartości. 

Cześć Ania!

A: Cześć Gosiu! Witajcie wszyscy słuchacze podcastu. 

G: Jak już pewnie się zorientowałaś, w podcaście „Biznes bez spiny” pierwszym pytaniem jest pytanie o to czy uważasz, że twój biznes prowadzisz bez spiny i dlaczego, więc jestem bardzo ciekawa twojej odpowiedzi. 

A: Ja chciałabym zacząć Gosiu od tego, że moja odpowiedź nie będzie szablonowa, bo wydaje mi się, że prowadzenie biznesu bez spiny w moim przypadku to jest proces i cel, do którego ja bardzo chciałabym dążyć. Także myślę, że jestem na dobrej drodze, chociaż mam też rzeczy, które powinnam przepracować i wydaje mi się też, że w dużej mierze to dążenie do działania bez spiny wynika z tego, że ja bardzo angażuję się w swoją pracę i poświęcam jej dużo serca, ale też jestem na takim etapie, że trochę zwolniłam i nie biorę już udziału w takim wyścigu szczurów, w jakim brałam udział jakiś czas temu i myślę, że to jest dobry kierunek i będę się go trzymać dalej w przyszłości. 

G: Potwierdzam. To jest taki pierwszy krok do zmiany. A powiedz mi, jak łączysz życie prywatne i zawodowe? Co cię w tym wspiera?

A: Gosiu, powiedziałabym, że to jest kwestia bardzo elastyczna z racji tego, że ja jestem mamą dwóch przedszkolaków i każdego dnia muszę żonglować różnymi obowiązkami, starać się połączyć interesy z jednej strony moich chłopców, a z drugiej strony klientów i staram się uczyć moje dzieci tego, że jest czas na obowiązki, jest czas na przyjemności. Trochę trudniej jest
z klientami, bo klienci mają to do siebie, że potrafią w nocy, o północy przybiec do mnie
z jakimś problemem i im jest troszkę trudniej pewne rzeczy wytłumaczyć, ale ich tego uczę, oczywiście klientów, nie moje dzieci. I też chciałabym powiedzieć, że bardzo pomogły mi bloki czasowe. To jest takie podejście, które pozwala podzielić sobie pracę na mniejsze kawałki
i pomiędzy obowiązkami, które gdzieś tam są do wykonania w pracy, można sobie wpleść rzeczy, które robi się w innych obszarach życia, czyli np. związane z pasją czy domowymi obowiązkami i te bloki czasowe są na tyle elastyczne, że można je ułożyć w dowolnej kolejności, przestawiać i pracować z nimi w zależności od tego jak dany dzień przepływa i ile mamy energii do tego, żeby zrealizować wszystkie zadania z listy lub też ewentualnie przenieść je na kolejny dzień. Także to jest bardzo dla mnie pomocne i praktyczne narzędzie, które mogłabym wszystkim z serca polecić. 

G: Widzę, że pracujemy podobnie. Ja też mam dwójkę dzieci i też właśnie sobie tę pracę organizuję w tych blokach czasowych. I to jest też bardzo fajne, że wtedy masz w ciągu dnia takie stałe punkty, które muszą się odbyć np. nie wiem, ugotowanie obiadu.

A: Tak, tak dokładnie. 

G: I wszystko jest jakby wokół tych punktów obudowywane. 

A: Tak, bo to jest o tyle dobre, że właśnie nie pracujesz na godziny, tylko bardziej na zadania, więc jeżeli pojawia się jakiś problem to po prostu te zadania się przesuwa i nie ma się takiego poczucia, że ten dzień minął, a nic się nie udało zrobić, bo jednak te bloki są, one czekają i jak pojawi się jakaś przestrzeń to po prostu się je wtedy realizuje. 

G: Tak, dokładnie, a z drugiej strony też sobie bardzo fajnie można zaplanować np. dzień wolny w środku tygodnia. Nie wiem czy tobie się to już udaje, ale ja tak czasem mam, że właśnie jestem w stanie wyrobić się załóżmy od poniedziałku do czwartku ze wszystkim co sobie zaplanowałam na dany tydzień mniej więcej i np. w piątek rano wstaję i stwierdzam ach, dzisiaj nad wodę. 

A: Tak, też tak mam. Miałam tak w ubiegłym tygodniu, gdzie co drugi dzień pracowałam, a ten kolejny dzień był poświęcony tylko moim chłopcom i za każdym razem udawało mi się wyjść z nimi gdzieś do parku, na plac zabaw, więc tak, da się tak zrobić. 

G: Super. A powiedz mi, dlaczego akurat zdecydowałaś się na własną działalność, a nie etat.

A: I znów tutaj będzie odpowiedź trochę nieszablonowa, bo powiem Ci Gosiu, że ja nigdy nie pracowałam na etacie. Byłam studentką, później zostałam mamą, pracowałam gdzieś tam dorywczo i tak zaczęła się moja przygoda z copywritingiem i kiedy pomyślałam, że potrzebuję czegoś dla siebie w sensie zawodowym, to nigdy nie brałam pod uwagę tego, że ja mogłabym pójść na etat. Wyszłam z takiego założenia, że skoro rodzina już jest, a pracę chcę sobie zorganizować, to ta praca musi dostosować się do mojej obecnej sytuacji, czyli do tego, że jestem mamą. Dlatego ja po postu uznałam, że praca na etacie nie byłaby w stanie do tego mojego życia się tak dostosować, jak daje mi to praca na swoim. I dlatego po prostu etat w ogóle nie wchodził w grę. 

 G: Bardzo mi się właśnie przypomina to nagranie z Agnieszką Wojtas, które miałam. To jest chyba drugi odcinek podcastu. Właśnie ona też podobnie mówiła, że zdecydowała się na własną działalność ze względu na rodzinę, na to, że miała małe dzieci i właśnie chciała, żeby ta jej praca dopasowywała się do jej życia prywatnego, rodzinnego, a nie na odwrót. Nie wyobrażała sobie właśnie tego, że wychodzi o ósmej rano z domu i wraca koło siedemnastej. Podobna odpowiedź. 

A: Tak, dokładnie. Ja też nigdy sobie takich sytuacji nie wyobrażałam, gdzie mnie pół dnia nie ma i ja nie mogę się w żaden sposób dostosować do tego co się dzieje w domu. Nie wyobrażałam sobie tego. 

G: A powiedz mi, jakieś trudne momenty na drodze przedsiębiorcy? Jakieś, nie wiem, momenty zwątpienia, przeklinanie drogi przedsiębiorcy, było coś takiego czy raczej w miarę gładko i spokojnie?

A: Powiem ci Gosiu, że jeszcze jakiś czas temu odpowiadając na to pytanie powiedziałabym, że to były sytuacje związane, no nie wiem, z nieuregulowanymi fakturami, opóźnieniami w płatnościach albo jakieś trudne rozmowy z klientami, które mi przychodziły i które mnie wewnętrznie jakoś bardzo blokowały, ale teraz moja odpowiedź jest troszeczkę inna, bo tak naprawdę trudnym momentem, który ja widzę u siebie i który najbardziej mnie blokuje to jest działanie poniżej własnych ambicji. Bo to ogromnie przy pracy na swoim, szczególnie kiedy się pracuje z domu, to ogromnie zabiera radość z tego co się robi, bez względu na to jaki zawód się wykonuje. I myślę, że to tak naprawdę dużo mocniej działa na taką istotę tego, że pracuje się na swoim i że jest się sobie sterem, żeglarzem i okrętem, bo ambicja powinna gdzieś tam zawsze grać ważną role w pracy i powinno się dążyć do tego, żeby się rozwijać, a nie robić krok wstecz. Także myślę, że takie działania poniżej własnych ambicji to jest dla mnie wyzwanie.

G: Myślisz, że to jest coś co się cały czas gdzieś powtarza, czy to jest tak, że to jest tylko na początku tej drogi przedsiębiorcy i później się to zmienia, bo się właśnie człowiek rozwija. Jak ty to widzisz?

A: Wydaje mi się, że to bardzo dużo zależy od człowieka i tego jak on podchodzi do swojego rozwoju osobistego w kontekście też postrzegania swojego biznesu. Bo są osoby, które, kiedy raz spotkają się z trudną sytuacją to potem całe życie ustawiają w taki sposób, żeby ona już nigdy nie miała miejsca, a są też takie osoby, które mimo tego, że wiedzą, że ich sytuacja jest niewłaściwa, że nie działają zgodnie ze swoimi wartościami, że nie powinni pewnych rzeczy robić, to nie mają w sobie takiej siły, żeby coś zmienić. I potrafią miesiącami, a nawet i latami tkwić w sytuacji, którą tak naprawdę sami sobie zgotowali będąc swoim szefem i nie mają w sobie takiej siły, żeby coś w tym wszystkim zmienić. Także myślę, że to, że ktoś dostrzeże, że działa nie tak jak powinien to jest pierwszy krok do tego, żeby coś zmienić i koniecznie coś z tym zrobić. Ja myślę, że jestem na dobrej drodze do tego, żeby coś z tym zrobić. Bo zmiany też się pojawiają i się szykują i ja się bardzo na nie cieszę.

G: Aniu, a powiedź mi jeszcze tak a propos właśnie tych ambicji. To też jakby chodzi o to jednak wybiera się co chcesz robić na takiej zasadzie, że przebierasz w tych ofertach, tak, w tych klientach, w tych zadaniach, że decydujesz się na to, a nie na to? Jak ty to widzisz?

A: Tak Gosiu, w dużej mierze tak, bo też zauważam to u wielu początkujących osób w swoim zawodzie, że na początku bierze się dosłownie każdego klienta i każde zadanie, nawet, jeżeli ono jest, no nie wnosi nic wartościowego poza uregulowaną fakturą. A z czasem człowiek zauważa już po pewnych początkowych sygnałach na samym początku współpracy, kiedy nie przyjdzie nawet do realizacji zadań, że po prostu z tym klientem cała współpraca nie zagra. I ja to teraz widzę u siebie, że poza tym co się robi, bardzo ważne jest też to z kim się robi, z kim się pracuje. Bo są ludzie, z którymi bez względu na to jakie zadania przyjdzie nam realizować, po prostu nie będzie nam się dobrze pracowało. I myślę, że ja już jestem na takim etapie, kiedy patrzę też na taki kontekst takiej współpracy, a nie tylko na to czy ja chcę zrobić to zadanie i czy mam na nie czas, czy nie. 

G: To chyba też wyszło przy tym jak rozmawiałyśmy o tym, jak my zaczynałyśmy ze sobą współpracę, bo w sumie myślę, że możemy oficjalnie powiedzieć, że współpracujemy ze sobą. Ania mnie bardzo wspiera od takiej strony tutaj technikaliów, więc o tym też rozmawiałyśmy właśnie wtedy, że nie na każde ogłoszenie o to wsparcie techniczne odpowiadasz i że sobie bardzo weryfikujesz treść ogłoszenia, kim ta osoba jest, która to ogłoszenie zamieszcza. Jakbyś też mogła o tym opowiedzieć, bo myślę, że to jest bardzo ciekawe.

A: Tak Gosiu, ja ze swojej strony chciałam powiedzieć, że bardzo cieszę się z tego, że możemy razem pracować, bo poza tym, że fajnie nam się razem pracuje, to ja bardzo dużo widzę twojego wpływu na mój sposób myślenia i to jak podchodzę do swojej pracy w takim szerszym kontekście i mnie to bardzo cieszy.

G: Zaskoczyłaś mnie.

A: Bo jesteś pozytywną zmianą, która się dzieje. Ja też zauważyłam, że coraz częściej mniej u mnie znaczy więcej i każda współpraca, z której ja np. jestem w stanie zrezygnować po pewnych sygnałach, to dla mnie nie jest już okazja, która mnie ominęła, tylko potencjał, który ma szansę pójść gdzie indziej i tam, gdzie faktycznie będzie dobrze wykorzystany. Tak, że myślę, że na taki etap też oczywiście asystentki muszą wejść, muszą oczywiście nie muszą, jeżeli chcą to na niego wejdą, ale powinny w swoim, gdzieś tam rozwoju swojego biznesu, wejść na taki etap, że wiedzą z kim chcą pracować i potrafią określić w jakimś stopniu wartości, które przyświecają klientowi i czy one są spójne z ich wartościami. Bo oczywiście można zawsze stanąć do tego wyścigu i brać więcej klientów, realizować więcej godzin, pracować po nocach. Ja znam bardzo dużo asystentek, które tak działają, tylko w pewnym momencie przychodzi ten sufit i człowiek jest zmęczony, wręcz wypalony, nie ma frajdy z tej pracy, bo pracuje praktycznie cały czas i goni za czymś czego i tak nigdy nie będzie w stanie uchwycić. Myślę, że to jest mijanie się kompletnie z celem pracy na swoim jako takim. 

G: Mówiłaś o sygnałach jakichś takich, które są gdzieś tam wychwytywane przez ciebie. Możesz też podpowiedzieć co to takiego jest.

A: To ja bym Gosiu powiedziała, że są osoby, które po prostu mimo faktu, że są świadome tego, że pewnych rzeczy nie są w stanie zrobić, bo brakuje im czasu, brakuje im wiedzy, umiejętności technicznych albo zwyczajnie dane zadania ich nie interesują i teoretycznie mogłyby się zdecydować na zatrudnienie wirtualnego wsparcia, to takie osoby po prostu nie potrafią pracować z drugim człowiekiem, nie potrafią delegować zadań, nie potrafią wejść w taką partnerską relację, bo podchodzą do osoby, która dla nich pracuje bardzo protekcjonalnie i nie okazują szacunku bardzo często w pracy. Z tym też niestety się często spotykam i myślę, że to też jest tak, że jeżeli przedsiębiorca bardzo długo pracuje sam i jest odpowiedzialny za wszystkie zadania, które są do zrealizowania w jego biznesie i nagle napotyka taki moment, że rozwinął się już na tyle, że albo nie może albo zwyczajnie nie chce zajmować się takimi prostymi technicznymi rzeczami, szuka pomocy to się okazuje, że on na tę pomoc zwyczajnie nie jest gotowy, bo pracował tak długo sam, że teraz już nie potrafi wejść w taką fajną, partnerską relację z osobą, którą zatrudnia do współpracy. I takie rzeczy widać. Kiedy człowiek jest otwarty na to, że asystentka, która przyjdzie do niego pracować, poza tym, że wykona pewne zadania to chce widzieć w nim człowieka, z którym dobrze się pracuje po prostu. I to jest bardzo ważne, a wiele osób nie zwraca na to uwagi i wydaje im się, że skoro realizują zadania, pracują w ramach jakiś tam pakietów godzinowych to one nie muszą umieć rozmawiać z tym klientem. To jest nieprawda. 

G: Zupełnie inaczej pracuje się, kiedy masz po drugiej stronie fajną, sympatyczną osobę. Z jednej strony, która cię właśnie wspiera, a z drugiej strony sobie czasem coś można jeszcze porozmawiać tak po prostu o życiu, czy o tych dzieciakach.

A: Tak, dokładnie, dokładnie tak Gosiu. 

G: Aniu, co tak aktualnie jest takim twoim największym wyzwaniem w prowadzeniu własnego biznesu. Z czym się mierzysz? Wiem, że już jest ta zmiana, jakaś zachodzi.

A: Tak, pojawia się taka, to znaczy zmiana pojawiła się tak naprawdę gdzieś we mnie w środku w odpowiedzi na to jak bardzo zmieniła się praca na swoim w kontekście całej tej globalnej sytuacji związanej z pandemią i tego, że ja po prostu w tej sytuacji poczułam, że taki wyścig o każdego klienta i odpowiadanie na każdą ofertę, reagowanie na każdą wiadomość to nie jest coś dla mnie. I dla mnie największym wyzwaniem teraz jest właśnie umiejętność odpuszczania i układania sobie jakości pracy, a nie tylko jej ilości. I w tym kierunku ja bardzo chciałabym podążać, dlatego w mojej ofercie niedługo pojawią się zmiany, które będą bardziej właśnie nakierowane na jakość, a nie na ilość i myślę, że za jakiś czas nie będzie mnie już można nazwać wirtualną asystentką. I myślę, że to będzie takie bardzo, bardzo uwalniające uczucie. 

G: Chcesz o tym opowiedzieć jakby więcej, czy później w tej drugiej części, kiedy już będziemy o twoim biznesie mówić? 

A: Może w tej drugiej części, bo wtedy to jakoś bardziej się poukłada w całość.

G: Ok, no dobrze. To takie standardowe pytanie, które bardzo lubię zadawać ludziom, z którymi rozmawiam, czyli od kogo się uczysz, kim się inspirujesz?

A: Ja, tak naprawdę pierwszy raz szukając osób, które mogłyby mi coś podpowiedzieć, i które mogłyby mi dać konkretną wskazówkę, kilka lat temu trafiłam na Agnieszką Skupieńską i ja do tej pory czytam jej bloga „To się opłaca”. Od niej dowiedziałam się o tym, że praca zdalna to jest coś więcej niż fatamorgana w postaci skręcania długopisów. Dowiedziałam się od niej o copywritingu, o tym jak zdobywać zlecenia, jak pracować z klientami, jak układać sobie dzień pracy i ja bardzo lubię wracać do jej bloga, też obserwować zmianę, którą przeszedł jej biznes i brać udział też w jej inspirujących wydarzeniach, treściach, pomysłach, webinarach, które teraz coraz częściej organizuje. Powiem Ci Gosiu też, że bardzo mi się podoba jej podejście do pracy, bo ona też bardziej stawia na jakość niż na ilość. Oczywiście jest obecna w wielu mediach, przygotowuje różne rodzaje treści, tu jednak ja widzę, że ta jakość u niej przeważa w tym komunikacie. 

No i jeszcze chciałabym polecić Grażynę Pawtel-Lorente, u której my obie jesteśmy gdzieś tam aktywne w mediach społecznościowych. Ona ma w sobie taka idee slow biznesu, która mi jest gdzieś bardzo bliska i nawet tak naprawdę jakiś czas temu jeszcze nie podejrzewałabym, że będę mogła chcieć pójść w takim kierunku. A teraz on jest bardzo zgodny z tym co ja czuję. I cieszę się, że jest ktoś taki, kto proponuje i pokazuje, że można iść powoli w swoim kierunku, mieć frajdę z pracy i czuć się po prostu dobrze na tej ścieżce rozwoju, którą człowiek sobie sam zaplanuje, a nie będzie gonił za – nie wiem – jakimiś wymyślonymi pomysłami na zrealizowanie tysiąca celów w ciągu roku i gdzieś tam się pogubi po drodze. 

G: To prawda. Do tego Grażyna jeszcze daje bardzo konkretne narzędzia, które właśnie są na jej platformie, bo tam po prostu chyba każdą rzecz można znaleźć. Od tego jak zrobić fajne grafiki w Canvie, po jak sobie ogarnąć reklamę na Facebooku itd., więc to też jest bardzo, bardzo cenne, bo nie wszędzie takie rzeczy można znaleźć w jednym miejscu.

A: Tak, ja bardzo często zaglądam do jej materiałów, kiedy faktycznie mam jakiś problem techniczny i nie wiem, jak go rozwiązać, to u Grażyny wszystko jest podane jasno, prosto i przejrzyście.

G: Aniu, a taka twoja osobista rada, wskazówka dla tych, którzy też chcieliby zacząć prowadzić swój biznes, pracować na własny rachunek lub myślą o tym dopiero.

A: Powiedziałabym, że zaufaj swojej intuicji, bo ona zawsze chce dla ciebie dobrze. Nawet jeżeli ty się boisz tego co ci podpowiada. 

G: Czyli tak naprawdę jesteś drugą osobą, która dosyć sporo mówi i zwraca uwagę tak naprawdę na tę intuicję, bo we wcześniejszym odcinku rozmawiałam z Edytą Babiarz o sprzedaży, o takiej sprzedaży po ludzku i ona też odnosiła się do intuicji. I mam wrażenie, że ta intuicja nie pojawia się na samym początku tej drogi tylko jednak faktycznie ona gdzieś tam przychodzi z czasem i z doświadczeniem. Ale myślę, że to jest bardzo cenna wskazówka, bardzo cenna uwaga i ja też się pod nią podpisuję, bo też coraz większe mam takie poczucie, że jednak gdzieś ta intuicja u mnie gra pierwsze skrzypce. I myślę, że ona się też pojawiła w tym momencie, kiedy ja decydowałam się na to, że właśnie potrzebuję współpracy, potrzebuję pomocy i kiedy tak naprawdę zamieściłam to ogłoszenie, że kogoś szukam. Więc pojawiłaś się ty wśród innych osób i też jakoś ta intuicja cały czas kierowała mnie do ciebie i przyznam ci się szczerze na antenie, w podcaście, że nie pomyliłam się i że faktycznie dobrze wybrałam, i bardzo też dobrze mi się z tobą współpracuje. Także się bardzo cieszę, że się spotykamy na łączach. 

A: Bardzo ci dziękuję za takie miłe słowa.

G: No dobrze, no to może faktycznie przejdźmy już do tej drugiej części, gdzie chciałabym troszeczkę więcej od ciebie wyciągnąć na temat tego co robisz i jak robisz. Jakbyś właśnie mogła opowiedzieć komu pomagasz, jak pomagasz w ramach swojego biznesu, jakie problemy rozwiązujesz. A skoro tę zmianę zapowiedziałaś to może podzielimy to na takie dwie części, jeszcze odpowiedź na to pytanie, czyli jak to było do tej pory i co będzie właśnie za chwilę. 

A: Dobrze, więc zaczęłabym od tego, że póki co pracuje jako wirtualna asystentka, a to znaczy, że pomagam właścicielom małych i średnich biznesów w budowaniu ich rozpoznawalności w internecie. I tak naprawdę mam dwa typy klientów. Pierwszy z nich to są osoby, tak jak już wcześniej mówiłam, doszły do takiego momentu, kiedy nie są w stanie same poprowadzić obecności swojej marki w internecie i szukają wsparcia. Np. w zakresie obsługi mediów społecznościowych, w zakresie strony internetowej, newslettera, przygotowania pomysłu na promocje np. kursu online, czy wydanie e-booka. Takie wszystkie techniczne aspekty związane z budowaniem społeczności, dotarciem do nowych klientów, właśnie w obszarze mediów społecznościowych. Są też oczywiście klienci – szczególnie teraz to widzę – którzy nigdy wcześniej nie działali w biznesach online, nie byli w ogóle obecni w sieci i po prostu stwierdzili, że albo chcą skorzystać z możliwości, które daje im internet i dotrzeć do nowych klientów albo chcą po prostu poinformować, zaznaczyć, że oni są stacjonarnie, a w internecie piszą o tym co robią, albo też chcą kompletnie przejść z działalności stacjonarnej do działalności online. Oczywiście to przejście jest najtrudniejszym procesem, ale oczywiście do ogarnięcia można powiedzieć.      

A jeżeli miałabym powiedzieć o tej zmianie, to myślę, że ona zmierza w takim kierunku, gdzie z zajęć i zadań typowo technicznych przeszłabym bardziej w tryb pracy koncepcyjnej, czyli poprowadzenie klienta przez pewien proces, wyposażenie go w narzędzia i przekazanie mu takiej wiedzy, która pozwoliłaby mu samodzielnie działać w danym obszarze, który najpierw ode mnie ta osoba mogłaby zaczerpnąć. Czyli np. podpowiadanie tego jak prowadzić media społecznościowe, jak lepiej pisać teksty na blogu, jak zaplanować sobie treści. Generalnie wszystko to co się wiąże z komunikacją marki w sieci. Co klient np. chciałby komuś oddać lub też szuka pomysłu na to jak może to robić sam i ja bym go w takie narzędzia wyposażyła i potem, że tak powiem, dała mu możliwość działania samodzielnie. 

G: Masz już jakiś plan w jaki sposób to zrobisz? Czy to będzie też jakaś platforma, czy raczej taki konsulting jeden na jeden, czy kursy?

A: Myślę Gosiu, że kursy to nie jest, póki co coś dla mnie z racji tego, że ja bardzo, bardzo lubię relację z klientem jeden na jeden, kiedy ja jestem w stanie reagować elastycznie na problemy, które się u niego pojawiają. Na to czy pojawia się u niego jakaś potrzeba zmiany, czy jest jakaś sytuacja nowa, co trzeba dostosować do tego jaką on ma wizję swojego biznesu. Bo bardzo często jest też tak, że gotowe rozwiązania kupione w sklepie mogą się nie sprawdzić w danym biznesie, w danej sytuacji, u danego człowieka i trzeba je też bardzo mocno dostosować do tego jak on lubi pracować, jakie wartości mu przyświecają, jakimi pomysłami się kieruje i co się u niego zmienia w trakcie rozwoju biznesu. Więc myślę, że kurs online to nie jest coś dla mnie, ale współpraca, tak jak powiedziałaś konsultacyjna jeden na jeden –tak, jak najbardziej.

G: Ok. Dlaczego uważasz, że to co robisz jest ważne?

A: Myślę, że nie każdy – to znaczy to też oczywiście pojawia się z czasem – ale nie każdy musi znać się na wszystkim i uświadomienie sobie tego, że klient jest ekspertem w swojej dziedzinie, a pewnych aspektów pracy w sieci czy promowania swojego biznesu znać po prostu nie musi. To jest właśnie ten sygnał, który świadczy o tym, że potrzebuje kogoś z zewnątrz i że taka praca jest potrzebna. Oczywiście to też nie jest tak, że każdy przedsiębiorca na pewnym etapie rozwoju swojego biznesu musi mieć wirtualną asystentkę. Ale z drugiej strony bardzo często jest tak, że nawet jeżeli ten biznes nie jest jakiś ogromny i nie przynosi wielkich dochodów, to w momencie, kiedy przedsiębiorca zdecyduje się na kogoś do pomocy, nawet w przypadku jakiś tam drobnych rzeczy, które w rozrachunku miesięcznym go odciążą od zadań, których po prostu nie lubi, albo nie potrafi, to daje mu taką przestrzeń w głowie do tworzenia nowych pomysłów, do skupienia się na innych rzeczach i uwalnia nie tylko czas, ale też jego pomysły. I myślę, że to jest też bardzo ważne w pracy z wirtualną asystentką, że to nie chodzi tylko o czas, którego klient ma więcej, ale też o możliwości, które daje mu to, że ma człowieka, który będzie gdzieś tam zawsze czuwał nad tym, żeby pewne procesy się działy, nawet jeżeli klient jest na wakacjach, nawet jeżeli spędza czas z rodziną, albo po prostu zajmuje się kompletnie innymi zadaniami, bo wie, że jest ktoś, kto gdzieś tam z tyłu czuwa i pewne zadania są przez tę asystentkę zabezpieczone.

G: Ja też mogę dodać, jak to wyglądało z mojej strony. Ja się bardzo zniechęcałam tymi technicznymi rzeczami i one później blokowały mnie już w tych takich kreacyjnych i czułam, że po prostu mój biznes stoi, bo muszę coś ogarnąć właśnie technicznie, nie mam do tego cierpliwości, denerwuje mnie to, chociaż umiałam to robić, bo generalnie jakąś tam smykałkę taką techniczną mam. Natomiast więcej czasu mi to zabierało ze względu na to, że to wiadomo, nie robi się często, więc jednak ta cierpliwość i takie zniechęcenie później wpływało na tę taką moją główną pracę, tę pracę koncepcyjną. I dlatego właśnie zależało mi na tej pomocy, nie chciałam się już frustrować, więc mnóstwo jest takich właśnie – według mnie – pozytywnych aspektów tej współpracy, tej pomocy. Ale właśnie to co też wcześniej powiedziałaś, żeby bardziej podchodzić do tej współpracy jako do współpracy, jako do win-win, jako do relacji dwóch tak naprawdę przedsiębiorców, a nie takiego traktowania nierównego. 

A: Tak, oczywiście. Traktowanie osoby, z którą się pracuje jako partnera bez względu na to jakie są relacje biznesowe to jest sztuka myślę. I też nie każdy przedsiębiorca potrafi tak pracować, nie każda asystentka potrafi powiedzieć, że jej pewien sposób traktowania przeszkadza, ale myślę, że to też jest gdzieś tam kierunek, w którym powinna podążać ta branża wirtualnej asysty. I myślę, że z czasem klienci oczywiście, bo trzeba by było zaznaczyć, że w tym momencie bardzo wielu przedsiębiorców nie wie jeszcze czym jest wirtualna asysta nie wie jaki ogromny potencjał tkwi w osobach, które wspierają przedsiębiorców w ich pracy. I myślę, że kiedy przyjdzie taki moment, że już każdy przedsiębiorca będzie wiedział, że jest ktoś taki i że pomaga, i że można z nim współpracować, a nie tylko oddać mu najgorsze zadania to pojawi się taka przestrzeń do tego, żeby traktować go po partnersku. Ale myślę, że to jest proces i on też jeszcze będzie trwał, a póki co myślę, że jest jeszcze bardzo dużo do zmiany, do poprawy. No to nie jest w tej sytuacji, myślę, że to nie jest taka doskonała sytuacja, którą można by było powiedzieć, że praca wirtualnej asystentki to jest polecana po prostu każdej kobiecie, która nie ma pomysłu na to co mogłaby ze sobą zrobić albo np. każda mama na macierzyńskim może zostać wirtualną asystentką, to nie jest prawda. Bo to jest na prawdę bardzo obciążająca i wymagająca praca, trzeba znosić więcej niż się wydaje na początku, dlatego myślę, że ten rynek powinien się troszeczkę zmienić, dojrzeć, dorosnąć i to jest też do wypracowania coś. 

G: Ok. A skąd u ciebie się w ogóle pojawiła taka ścieżka, taki pomysł, żeby właśnie to była ta wirtualna asysta?

A: U mnie Gosiu to było tak – że tak jak mówiłam – zajmowałam się gdzieś dorywczo copywritingiem, potem stwierdziłam, że po co zajmować się dorywczo, skoro można z tego zrobić pełnopłatne zajęcie i tych zleceń przyjmować po prostu więcej. I w momencie, kiedy ja zaczęłam coraz więcej pisać tekstów blogowych, to zainteresowało mnie samo techniczne umieszczanie ich na stronie. Tak poznałam WordPressa. Jak poznałam WordPressa, to stwierdziłam, że chcę sobie zrobić stronę internetową, więc zrobiłam ją sama. No i jak już znałam WordPressa i potrafiłam gdzieś tam podstawowe rzeczy w nim obsługiwać, to stwierdziłam, że skoro ja te teksty piszę, to ja też będę je wstawiać na te strony. No i tak krok po kroku do tego mojego woreczka umiejętności, dokładałam sobie kolejne rzeczy, które później trafiały do mojej oferty i z czasem zgromadziło się tyle tych umiejętności, które stwierdziłam, że po prostu nie ma sensu gdzieś tam chować tylko zakomunikować to, że potrafię to robić i że mogę wspierać innych w takiej właśnie pracy.

G: A jeszcze mam takie pytanie. Jakbyś mogła podpowiedzieć, bo tutaj ten podcast słuchają mali przedsiębiorcy, którzy być może chcieliby mieć swoje wirtualne asystentki, jakbyś mogła podpowiedzieć na co zwracać uwagę, jak się już po prostu zdecydujesz, że chcesz skorzystać z pomocy, to jak wybrać dobrze tą wirtualną asystentkę.

A: Ja zaczęłabym od tego, że jeżeli przedsiębiorca prosi o pomoc, to nie powinien bać się oddawać sterów w obszarze zadań, które chce oddelegować. I mam tutaj na myśli to, że trzeba tej asystentce po prostu zaufać, sprawdzić oczywiście wcześniej to, czy ona dane rzeczy potrafi zrobić, ale jeżeli przedsiębiorca deleguje dane zadanie, to po prostu on się już o nic nie martwi. Może oczywiście sprawdzić efekt końcowy wykonania tego zadania, ale to nie jest coś takiego, że on będzie nad tą asystentką stał i patrzył, czy ona to dobrze robi, bo on nie do końca ufa, a on by przecież zrobił to lepiej. Tak nie można. Bardzo ważne jest też to, żeby szanować ludzi, których się prosi o pomoc, bo skoro przedsiębiorca nie jest w stanie pewnych rzeczy zrobić i deleguje te zadania do kogoś, to musi zaufać wiedzy tej osoby, z którą chce pracować i traktować ją po partnersku, tak jak mówiłyśmy wcześniej i budować taką dobrą relację współpracy, a nie tylko delegowania takiego mechanicznego. Jeszcze chciałabym przekazać trzy rady dla samych asystentek, bo może słucha nas też część takich osób, które chciałyby się zająć tym zawodem. Zwłaszcza, że on teraz staje się coraz bardziej popularny. Ja zaczęłabym od tego, że trzeba znać swoją wartość. Są takie trendy na różnych grupach, szczególnie na Facebooku, kiedy pojawiają się jakieś ogłoszenia i aplikują na nie osoby, które są początkujące to ich informacja jest taka, że chciałyby np. wykonać te zadania za darmo w ramach budowania swojego portfolio. Albo zrobią coś w podziękowaniu za opinie, albo w barterze.                    

Myślę, że to też bardzo psuje rynek, nie pozwala mu się rozwijać, rosnąć, blokuje taki naturalny wzrost stawek. Bo to niestety to się musi dziać, bo asystentki uczą się non stop, nabywają nowe umiejętności. To też nie jest tak, jak było jeszcze jakiś czas temu, że jeżeli człowiek był wyspecjalizowany w jednej rzeczy to ją robił, tylko jest taka potrzeba, żeby ciągle się uczyć czegoś nowego. I asystentki, myślę, (…) bardzo chcą się uczyć i nie ma czegoś takiego, że ona już zdobyła umiejętności, ona siedzi teraz i wykonuje zadania, tylko uczy się cały czas, więc te ceny rosną i nie można konkurować tymi cenami. Trzeba szanować swoją pracę i swój czas, szanować też branżę nie zaniżając stawek. 

Kolejna sprawa, nie trzeba się znać na wszystkim. To znaczy, z jednej strony jest taki trend, że im więcej rzeczy potrafi asystentka zrobić tym większa szansa, że będzie mogła zaaplikować na daną ofertę i nawiązać współpracę z danym przedsiębiorcą. Bo nie wiem, czy Gosiu zwróciłaś uwagę jakie pojawiają się ogłoszenia w tych grupach dla asystentek. Ludzie potrzebują tak naprawdę asystentki, project managera, office managera i jeszcze specjalisty od reklam. I najlepiej, żeby to była jedna osoba. Dlatego ktoś, kto analizuje takie ogłoszenia, to stwierdzi, że trzeba się nauczyć wszystkiego i potem można aplikować, a prawda jest taka, że lepiej jest zgłaszać chęć współpracy z osobą, która szuka dokładnie takiego zestawu jaki ty posiadasz jako asystentka i nie wychodzić z założenia, że ja się muszę jeszcze tego, czy tamtego nauczyć, tylko bardziej skupić się na jakimś obszarze powiedzmy WordPressa i jego opanować do perfekcji. Skupić się na grafikach i to opanować do perfekcji. Albo nie wiem no, wdrażanie automatyzacji w ramach newslettera, albo konfiguracja reklam na różnych platformach. Lepiej skupić się na – może nie powiedziałabym, że to jest nisza – ale jakaś specjalizacja, która daje podstawę do tego, żeby być w tym zakresie naprawdę świetnym ekspertem i móc oczywiście wtedy zaproponować stawki, które będą też dla tej asystentki satysfakcjonujące, a nie zaniżone. I ostatnia rzecz, którą ja bym chciała powiedzieć, że wyścig szczurów to nie jest cel, na którym warto się skupiać. I do tego oczywiście trzeba dojrzeć, trzeba przejść przez wiele trudnych momentów w swojej pracy na swoim i też pracy jako wirtualna asystentka, żeby uświadomić sobie, że ludzie, którzy podchodzą do pracy w ten sposób prędzej czy później i tak zrozumieją, że to nie jest cel sam w sobie. I można oczywiście taki wyścig obserwować, można patrzeć na to jak on wygląda i ile osób w nim bierze udział i jak bardzo szybko się wypalają, ale nie polecam brania w nim udziału. 

G: Ja też. Podpisuje się pod tym. Bardzo dobre rady. Pojawiły mi się jeszcze w głowie takie dwa dodatkowe pytania, żeby też może nakreślić, jak wygląda taka współpraca właśnie wirtualnej asystentki z jakimś przedsiębiorcą. I tak sobie pomyślałam, że może warto by było właśnie wymienić jakieś, z resztą to już padło trochę, ale jakby sobie to tak trochę usystematyzować. Jakie można zlecić rzeczy wirtualnej asystentce. Jakieś przykłady. Wspomniałaś właśnie o pisaniu tekstów, o obsłudze strony internetowej, co tam się jeszcze takiego może pojawić ciekawego? 

A: Gosiu, tak naprawdę rynek zmienia się na tyle szybko, że każda potrzeba, która się na nim pojawia, a wcześniej była niezaspokojona i nie było odpowiedzi w postaci konkretnej usługi, ona się momentalnie pojawia, więc tak naprawdę każda rzecz, którą klient chce oddać komuś do wykonania, ona znajdzie swojego wykonawcę na rynku wirtualnych asystentek. Dlatego są osoby, które właśnie piszą teksty, zajmują się copywritingiem, obsługują media społecznościowe, to w tej chwili jest bardzo duża część mojej pracy, właśnie obsługa serwisów społecznościowych. Układają treści do newslettera, układają całe automatyzacje do newslettera, obsługują strony internetowe, przygotowują transkrypcje, obrabiają wideo, obrabiają podcasty. Bardzo dużo asystentek zajmuje się też tłumaczeniami albo reserchem. Część z nich ma też ma w swoich zadaniach rzeczy związane z rezerwacjami, zamawianiem biletów, sprawdzaniem miejsc w hotelach, organizowaniem wakacji dla swoich klientów, są nawet asystentki, które mają za zadanie zorganizowanie urodzin dla dziecka klienta na przykład. Tak, że ile potrzeb tyle jest odpowiedzi, więc nie ma czegoś takiego, że ten tak jakby zbiór umiejętności on jest zamknięty, bo on się cały czas rozwija i tam dochodzą kolejne nowe rzeczy, więc tak naprawdę można przebierać w ofertach, możliwościach i klient przede wszystkim musi zadać sobie pytanie jakiej pomocy on potrzebuje, jakie zadania sprawiają mu największa trudność i on na rynku znajdzie odpowiedź na te potrzeby. Zawsze.

G: No niesamowicie widać ten rozstrzał, bo ja sobie to tak wyobrażam, że to jest po prostu pomiędzy specjalistą do spraw technicznych WordPressa po właśnie taką typową sekretarkę można powiedzieć na odległość.

A: Tak, dokładnie. I to jest też ciekawe, że dopiero jak klient ma styczność z różnymi ofertami, które spływają w odpowiedzi na jego gdzieś tam ogłoszenie, to on sobie zdaje sprawę jak wiele różnych odpowiedzi może się pojawić na jego zasygnalizowaną potrzebę. I on może tylko teraz zasiąść i przebierać w ofertach. 

G: No tak, ale tak naprawdę ten pomysł pojawia się w momencie, kiedy uświadamiasz sobie, że są te rzeczy, które chcesz oddać. I to chyba było takie pierwsze pytanie też od ciebie, żebym usiadła i żebym sobie mniej więcej spisała co dokładnie chciałabym delegować i czego bym się chciała pozbyć. 

A; Tak, bo to, że człowiek sobie uświadamia, że brakuje mu czasu na pewne zadania to jest tak jakby sygnał, że potrzebuje pomocy. Ale ta konkretna analiza wszystkich rzeczy, które się robi w ciągu dnia i tego co sprawia ci najmniej satysfakcji i faktycznie nie czujesz problemu, żeby ktoś zrobił to za ciebie, to jest ten drugi najważniejszy krok, który zajmuje dosyć dużo czasu, żeby spojrzeć gdzieś tak z perspektywy na swoją codzienną pracę i zobaczyć wśród niej rzeczy, które można oddać komuś i co mogłoby się w miejsce tych rzeczy pojawić, kiedy uwolnisz swój czas. 

G: Ania, a myślisz, że możemy tutaj w ramach podcastu opowiedzieć też tak w paru zdaniach o tym, jak to wygląda cenowo? Jak to wygląda, jak właśnie wygląda ten rynek, ile mniej więcej kosztuje takie wsparcie wirtualnej asysty. Bo pewnie jest jakiś pułap cen średnich i też wiadomo jakie to są te ceny, które są zaniżone. Jakbyś mogła trochę też o tym powiedzieć.

A: Tak, myślę, że generalnie odpowiedź na to pytanie bardzo szybko będzie już nieaktualna, bo te ceny się zmieniają, ale myślę, że fajnie byłoby też dać jakiś punkt zaczepienia do zorientowania się mniej więcej o jakich kwotach rozmawiamy. Więc myślę, że współpraca zaczyna się tak naprawdę od czterdziestu złotych za godzinę. Generalnie takie stawki są u bardzo początkujących wirtualnych asystentek. Osoby, które pracują już jakiś czas, ale nie są gdzieś tam mocno wyspecjalizowane w jakimś konkretnym obszarze, tylko gdzieś po trochu zajmują się różnymi rzeczami, mają zazwyczaj takie stawki około sześćdziesięciu, osiemdziesięciu złotych za godzinę, a asystentki te najbardziej doświadczone lub też takie, które z wirtualnej asysty przeszły do wykonywania obowiązków wirtualnego office managera czy project managera – bo takich asystentek też jest dosyć sporo – to u nich stawki są już zdecydowanie wyższe i to jest kwota, no nie wiem stu dwudziestu, stu pięćdziesięciu złotych za godzinę, a nawet więcej.

G: Też bardzo fajnym rozwiązaniem jest to rozwiązanie, które ty mi zaproponowałaś, czyli takie pakiety godzin miesięczne. 

A: Tak, generalnie zawsze jak rozmawia się o stawkach to podaje się przeliczenie za godzinę, ale kiedy wybieramy rozliczenie pakietowe, to ono zawsze wychodzi bardziej korzystne niż gdybyśmy miały się rozliczać w godzinach. Oczywiście też podchodząc do współpracy pakietowej, trzeba mieć już gdzieś tam z tyłu głowy taką mniej więcej orientacyjną ilość rzeczy, które chciałoby się oddelegować i wybierając ten pakiet mieć świadomość tego na ile on wystarczy. Też asystentka powinna mniej więcej wiedzieć, ile zadania, które klient jej przydzieli zajmują czasu i czy dany pakiet wybrany przez klienta, faktycznie będzie w stanie wystarczyć na wykonanie tych zadań. Oczywiście zawsze pakiet można dokupić. To bardziej już jest kwestia tego jak to wszystko jest uwzględnione w samej umowie między przedsiębiorcą a asystentką. 

G: Dokładnie. Super. Bardzo ci dziękuję za tę rozmowę. Pod nią będzie opis i będą miejsca, w których można do ciebie trafić. Udostępnimy link do twojej strony internetowej, do Facebooka i do Instagrama.

A: Cieszę się bardzo Gosiu. Dziękuję, że miałam możliwość porozmawiania tutaj z tobą na antenie twoje podcastu i zapraszam do kolejnych odcinków, bo myślę, że jeszcze wielu ciekawych gości będziesz mogła tutaj przepytać.

G: Oby. Super, bardzo ci dziękuję.

A: Ja również dziękuję. Pozdrawiam.  

dostępne odcinki podcastu: